 |
| |
I wydanie
opawa broszurowa
ISBN 978 83 08 040 99-7
cena detaliczna 29,90 zł
Dzisiaj 10% taniej: 26,91 zł |
 |
| Kup książkę |
 |
| Media o książce |
 |
|
|
|
Ćwiczenia z utraty - fragment
Mężczyzna, którego kocham i z którym miałam się
zestarzeć, jest śmiertelnie chory. Wyrok jest jednoznaczny.
Nie było zwiastunów. W geście obrony mówimy o miłości.
Będziemy walczyć, będziemy razem. Nie poddamy się.
Brzmi egzotycznie. Pięknie. Glioblastoma multiforme,
najbardziej drapieżny z istniejących nowotworów
mózgu. Stopień złośliwości czwarty, także najbardziej
uprzywilejowany. Nie daje szans, zabija w ciągu kilku
miesięcy.
Nie było znaków. Nie było ostrzeżeń.
Tego nie można dotknąć słowem, myślałam.
Po raz pierwszy, odkąd pamiętam, SŁOWO jest bezsilne.
Jest odklejone od rzeczywistości, jaką miałoby ogarnąć,
której mogłoby lub miałoby nieść ulgę. Nie władam już
słowem. Nie sprawdziło się. Rozpacz nie zna słów.
To musi zostać dotknięte słowem. Nie umiem wyjaśnić tej
konieczności.
Dzieliliśmy życie przez kilkanaście lat. Między
kontynentami, z daleka, kawałkami wydzieranymi
z pracowitego czasu nas obojga, dnie, tydzień, rzadko
więcej, bo obowiązki, odpowiedzialność, zależności, Jego
dzieci, moi studenci, tłumaczenia, książki. Nasz czas
miał się właśnie zacząć. Wybraliśmy dla siebie wspólny
warszawski adres.
Tymczasem w torontońskim szpitalu oglądamy na
komputerowym ekranie ciemne przekroje Jego głowy.
Pierwszy, drugi, dziesiąty, piętnasty. Guz przypomina
potężną rozgwiazdę, której ramiona próbują objąć jak
najrozleglejszą przestrzeń. Uciska nerwy wzroku. Nie
przeszkadza rozumieć. Chirurg precyzyjnie dobiera słowa
ostateczne. Mają nam pomóc w uporządkowaniu świata.
Doczesność może już wkrótce przestać nas dotyczyć.
Boski Scenarzysta — który planuje, który doświadcza,
w którego nie wierzę, którego nie ma (jest) — zastawił
na nas pułapkę.
Będziemy walczyć. Wbrew losowi, medycynie, statystykom.
Chcemy ocaleć.
Minął rok tej drogi. Dzień po dniu, bezsenność po
bezsenności, wieczór promocyjny Rodzinnej historii lęku,
spełnienie mojego literackiego marzenia i jego przy mnie
bliskości, dwa tygodnie później droga za ocean, Wielki
Piątek, lotniska, Wielkanoc w poczekalni i samolocie,
szpital, nowotwór, który zabije, ja przy Nim, na jakim
świecie, jaki to świat, operacja, najdłuższe sześć godzin pod
drzwiami, przebudzenie.
Otwarto Mu głowę dwukrotnie w ciągu miesiąca, umierał,
zmartwychwstał, pobraliśmy się także po dwakroć,
po czternastu wspólnych latach, na inwalidzkim wózku
i pod chupą, gdzie przyjęłam imię mojej zabitej kawałkiem
szrapnela w końcu wojny babki.
Płakaliśmy. Płakaliśmy nad sobą, nad losem.
Płakano nad nami. Płakano nad sobą. Los trwa.
Spędził kilka miesięcy na szpitalnym łóżku. Oboje obcy
we wszechświecie choroby. On upokorzony zależnością.
Ja zdziwiona umiejętnością przystosowania. Jego powrót
do dzieciństwa. Zmiana ról. Bunt wobec świata, poczucie
krzywdy. Uprawianie nadziei wbrew wszystkiemu
i wszystkim, bo rozstanie jest niemożliwe, bo cierpienie
musi mieć sens. Bo nie chcemy się poddać. Wola życia
pilnuje daru życia. Jeszcze ciągle.
Przeżyliśmy. Przeżyliśmy jego śmierć.
Jego e-mail przyszed³ rano 16 marca 2005. Wielki Tydzień,
piątek. Jestem w szpitalu. Podejrzewają guza mózgu. Nie
przyjeżdżaj. Będę informował.
Pomyślałam: żart? Mógłby być tak okrutny? Możliwość,
że to prawda, była zbyt absurdalna.
H. wyleciał z Warszawy kilka dni wcześniej, w pełni sił.
Trochę narzekał na zmęczenie i ból głowy. Wcześniej też narzekał.
Za dużo pracuje. Zbyt wiele lotów do Azji, nerwy, wysiłek,
bezustanne napięcie, zmiany stref czasu i przestrzeni.
Nie byłam niespokojna kilka dni wcześniej, kiedy mówił
przez telefon o bólu prawego oka i drobnej stłuczce samochodowej.
Zdarza się, myślałam, nawet takim doskonałym
kierowcom. Nie zastanawiałam się nad migreną i wizytą na
pogotowiu. Dostał zastrzyk, wrócił do domu. Nie miałam
przeczuć. Nie wydawało mi się podejrzane skierowanie do
okulisty. Był czwartek wieczór, świąteczny tydzień wielkanocny.
O dalszym przebiegu wypadków dowiedziałam się dopiero
po przylocie. Ostry dyżur na neurochirurgii, guz uciskający
nerw wzroku, badania, testy, prześwietlenia. Noc.
Wiadomość na ekranie komputera. Wpatruję się w nią. Nie
znika. Szydzi ze mnie. Z nas.
Zadzwoniłam do mamy. Zadzwoniłam do ojca. Rozpłakałam
się. Zadzwoniłam do Ewy, najbliższej. Nie mogłam
mówić. Wypiłam duży kieliszek martela. Zarezerwowałam
bilet na najbliższy lot do Toronto. W Wielką Sobotę przed
Wielką Nocą. Przez Frankfurt. |