Agata Tuszynska - Aktulanosci powrót >>
Agata Tuszyńska - Rodzinna historia lęku.
 
I wydanie
opawa broszurowa
ISBN 978 83 08 040 99-7
cena detaliczna 34,90 zł
Dzisiaj 10% taniej: 31,41 zł
Kup książkę
Media o książce
Fragment - Rodzice
Fragment - Sekret
Fragment - Epilog
 

 

Gazeta Wyborcza, Michał Olszewski

„Rodzinna historia lęku” to nie jest pierwsza książka, która opowiada o nierozwikłanym splocie polsko-żydowskich zależności. Tym razem jednak pokazuje go przede wszystkim na poziomie najbardziej intymnym – rodzinnym.
(…) Tuszyńska przede wszystkim snuje opowieść o odzyskiwaniu własnej tożsamośći, o rekonstruowaniu tego, co dla większości czytelników może się wydać oczywiste – losów własnej rodziny, przodków, ciotek, babek, stryjków. Jeździ po kraju, do Łęczycy, za Łochów, przemierza polski pejzaż w poszukiwaniu świadectw, zdjęć, potrzaskanych macew, okruchów przeszłości. Jest coś niedzisiejszego w tych badaniach, drzewach genealogicznych, w uporze, z jakim autorka wymienia nazwy ulic, koligacje rodzinne, szczegóły strojów zarówno polskiej, jak i żydowskiej gałęzi jej rodziny. Jakby zdawała sobie sprawę z tego, że dobrze udokumentowana przeszłość wypełniona prywatnymi historiami pozwala schronić się przed bezdomnością czasu teraźniejszego.

„Rodzinna historia lęku” jest znakomitą lekcją wierności własnym korzeniom i rodzinnej mitologii. Każdy szczegół ma tym większą wartość, że był skazany na zniszczenie, a z drugiej strony, co paradoksalne, walka z amnezją nie przynosi ulgi – razem z wiedzą o drzewie genealogicznym pogłębia się gorzka świadomość osobności dwóch żyjących na tej samej ziemi narodów.

Midrasz, Andrzej Sitek

„Rodzinna historia lęku” Agaty Tuszyńskiej to fascynująca książka, będąca zapisem przeszłości autorki i jej żydowskiej rodziny. Rodzinna saga wymagała nowatorskiego podejścia, bo w polskim piśmiennictwie wciąż mało jest podobnych literackich wzorów. Autobiografii mamy mnóstwo, ale familiografie to rarytas. Tym razem mamy do czynienia z połączeniem autobiografii z familiografią.

Magazyn Literacki Książki, Piotr Dobrołęcki

Ekshibicjonizm jest zazwyczaj męczący, czasem powoduje nizdrowe emocje wśród czytelników, ostatnio jest modny, chociaż to nie wynalazek naszych czasów, tylko nasze czasy znacznie bardziej prowokują do obnażania swoich przeżyć, uczuć, odczuć i emocji. Jednak w przypadku nowej książki Agaty Tuszyńskiej odsłanianie własnego życia, i życia jej bliskich, jest głęboko uzasadnione. Bez takiego zabiegu jej książka nie miałaby tej ogromnej siły jaką emanuje.

(…)Dzięki wybornemu warsztatowi historycznemu i literackiemu autorki otrzymujemy obszerną sagę rodzinną. Z pewnością jest to saga, która może przypominać wiele innych opowieści rodzinnych, bo to jest w końcu dla kilku ostatnich pokoleń żyjących w Polsce opowieść nie tak wyjątkowa, lecz nie każda rodzina  ma tak utalentowanego biografa jak przodkowie Agaty Tuszyńskiej.
Powstała książka, która w moim odczuciu, może być niezwykle ważnym punktem odniesienia w toczącej się i niekończącej debacie polsko-żydowskiej, książka do której będzie się wracać i powoływać na nią, może nawet tak ważna jak Jana Błońskiego „Biedni Polacy patrzą na getto”.

Nowe Książki, Małgorzata Baranowska

„Rodzinna historia lęku” Agaty Tuszyńskiej jest książką ważną. Głosem autorki odzywa się nowe pokolenie, już kolejne, na którym Holocaust odcisnął swoje piętno. A przecież autorka urodziła się długo po wojnie, bo w roku 1957.
W dodatku opowieść te cechuje coś, co jedni nazwaliby odwagą, inni uznali za rzcz dość krępującą tutaj, w Polsce, gdzie nie ma zwyczaju wyciągania tajemnic żyjących członków rodziny naświatło dzienne, niezależnie od ich rodzaju. A cóż dopiero, gdy chodzi o żydowskie pochodzenie matki. Cała książka o tym mówi: o szoku, jakim było dowiedzenie się o nieznanej rodzinnej historii, o szoku przekształcania się autorki z osoby, która świetnie znała własny życiorys, ale nie znała żadnych Żydów, w córkę Żydówki.

Ryszard Kapuściński

"Rodzinną historię lęku", nową książkę Agaty Tuszyńskiej, można czytać i definiować różnorodnie. Jest ona rodzajem sagi rodzinnej z wielką pieczołowitością odtworzonej przez autorkę. Jest opowieścią - rozdziałem z historii stosunków polsko-żydowskich, napisanej na przykładzie doświadczenia własnego i jej rodziny. Jest reporterską wyprawą w przeszłość, z próbą odpowiedzi na pytanie - co z tej przeszłości zostaje w naszej pamięci, w naszych wspomnieniach i świadomości.
Ale "Rodzinna historia lęku" jest jednocześnie, jest zarazem, a może nawet przede wszystkim (i na tym aspekcie książki chciałbym się zatrzymać) literacką relacją z poszukiwać własnej tożsamości.
(…)Autorka podejmuje jeden z najbardziej dramatycznych tematów naszego czasu: jak współistnieć, współ-być z Innym, tym innym zewnętrznym, ale także, i a może nawet, przede wszystkim - wewnętrznym. Chce więc ustalić własną tożsamość. Odpowiedzieć na pytanie - w jakim stopniu Ja składa się tylko, z wyłącznie mojego, immanentnego jestestwa, a w jakim pochodzę od mojej rodziny, przodków i otoczenia ludzi, którzy istnieli wokół mnie na przestrzeni dotychczasowego życia. Jakie są tu proporcje, zależności, a także - czy i jak się zmieniają. W tym celu autorka wybiera trop podstawowy - swoją rodzinę, ale rodzinę, która sama jest sprzecznością, ma różne korzenie. Autorka śledzi losy jej członków, tych, których istnienie była w stanie ustalić, o których mogła się czegoś dowiedzieć.
Książka jest o tych trudnych, zawiłych dociekaniach, o zagadkach i niejasnościach, jakie piętrzą się przed autorką, o jej nieustępliwości i pasji wręcz reporterskiej.


Newsweek, Piotr Bratkowski

(…) Tym co sprawia, że biografia Tuszyńskiej jest książką wybitną oraz – w obszernej bibliotece z polsko-żydowskimi historiami – nową intelektualnie, nie jest drastyczność opisywanych w niej historii, lecz jej nieoczywistość. Tuszyńska z autentycznym mozołem odcyfrowuje żydowski fragment swojej tożsamości. Ale to znaczy: właściwie czego?
Tragedia Holocaustu sprawiła, że zapominamy, iż kryzys żydowskiej tożsamości zaczął się u nas jeszcze na długo przed Hitlerem. W przedwojennej Polsce mieszkało kilka milionów Żydów. Czyli kilka milionów ludzi żyjących wedle zupełnie różnych wzorców kulturowych, często niepoczuwających się do żadnej wspólnoty, wręcz sobie niechętnych.
(…) Tuszyńska opisuje symetryczne historie swoich asymilujących się, ciążących ku polskości przodków: dziadka, jednej z ciotek. Albo matki, której już po wojnie nie przeszkadzały w miłości antysemickie wyskoki jej wybranka.

(..)Skarbem, który daje książka Tuszyńskiej, jest jej normalność. Pisarka pokazuje, że powtarzane konspiracyjnym szeptem historie ocalałych z Zagłady brzmią równie dobrze powiadane pełnym głosem, bez strachu.

Artur Cieślar

Poruszająca autobiografia i śledztwo we własnej sprawie, poszukiwanie sensu w przeszłości i prawdy w ludziach, którzy w większości już przeminęli. Tuszyńska ze znaną jej skrupulatnością wskrzesza świat, którego nie miała szansy dotknąć, smakuje go całą sobą, rekonstruuje, aby móć cieszyć się obrazem w pełni, obrazem Prawdy. Prawdy o sobie i swojej konstelacji rodzinnej, mocno zaiwkłąenj. Nie polecam do czytania w tramwaju, autobusie, pociągu, chyba, że ktoś lubi płakać w miejscach publicznych… Najpiękniejsza proza polska, jaką miałem okazję ostatnio czytać i bogata, i jednocześnie precyzyjna polszczyzna, tylko się uczyć.

Polityka, Katarzyna Janowska

W tej książce nie ma postaci ani historii czarno-białych, bo losy polsko-żydowskie nie są czarno-białe. Autorka obnaża swoją i swoich najbliższych słabość i strach. W 1968 r. jej matka odmawia noclegu kuzynce z dzieckiem, która zdecydowała się wyemigrować z Polski. Matka – Żydówka – nie chce, by ktokolwiek łączył ją z Żydami. A przecież w porównaniu z Polakami ukrywającymi Żydów w czasie wojny jej ryzyko było niewielkie – przypomina córka. Autorka książki wymiguje się od wystąpienia na konferencji, podczas której ma przemawiać jej żydowski kuzyn. Boi się, że wszyscy dowiedzą się, kim jest. „Rodzinna historia lęku” to pochłaniająca czytelnika, miejscami boleśnie szczera opowieść o odkrywaniu własnej tożsamości, o trudnej walce z nią i o niełatwym jej przyjęciu.

Rzeczpospolita, Michał Radgowski

Książka Tuszyńskiej jest dramatyczną opowieścią o życiu i śmierci, o lęku i przetrwaniu, o poszukiwaniu własnej tożsamości. "Niezwykle odważna osoba" - takie komplementy słyszy się wśród czytelników. A w czym miałaby się manifestować ta odwaga?
Po pierwsze w tym, że odsłania najbardziej osobiste i rodzinne tajemnice, że traktuje swych rodziców, dziadków, wujów itd. z ich zaletami, wadami, kompleksami, przeżyciami jak bohaterów prawdziwej powieści.
Po drugie, że podejmuje temat żydowskich i polskich korzeni swej rodziny, problemy podwójnego niejako dziedzictwa, nie ograniczając się bynajmniej do historii, lecz wkraczając zdecydowanie w bolesne i wstydliwe zakątki naszej dzisiejszej świadomości. Tuszyńska nie usłuchała przestróg pewnego przedwojennego dziennikarza, który pouczał kolegę: "Niech pan nigdy nie pisze o dwóch tematach: o Kościele i o sprawie żydowskiej, nikogo pan nie przekona, a zrobi pan sobie miliony wrogów, którzy panu zatrują życie". Ten prosty przepis mocno się zdezaktualizował, lecz przecież pewien osad obawy pozostał. Z biografii Tuszyńskiej wynika, że nie chciała epatować odwagą, lecz napisała ją z "musu", z potrzeby uporania się z własnymi problemami. A jednym z nich była "niepamięć" wyciskająca swe piętno na losie człowieka.
Bardzo wiele mówi geneza tej książki. Bo przecież nie powstała ona w "błysku natchnienia". Oto pierwsze słowa: "Ta książka jest we mnie od lat. Jak ta tajemnica. Od chwili, kiedy dowiedziałam się, że nie jestem tym, kim sądziłam, że jestem. Od momentu, kiedy moja matka zdecydowała się powiedzieć mi, że jest Żydówką". Nastąpił okres "schizofrenicznego rozdwojenia", niechęci czy niemożności ujawnienia tej "strasznej prawdy". A kiedy decyzja zapadła, reporterka wyruszyła w drogę - w przestrzeń i czas, by prześledzić losy własnej rodziny.
(…)książka Tuszyńskiej jest świetna literacko i daje satysfakcję najwybredniejszym czytelnikom. W jej pisarstwie zderzają się jakby dwie pozornie wykluczające się umiejętności: dokumentalistki bezbłędnie docierającej do faktów, miejsc, świadków, rodzinnych legend i opowieści oraz osoby obdarzonej niezwykłą wyobraźnią, która właściwie tworzy pewne postacie, oddaje ich przeżycia z dużą dozą prawdopodobieństwa. Tak więc dzięki odnalezionym, nieraz szczątkowym śladom zmarli i nieznajomi stają się żywi i bliscy. "Zostawili ślady, bo chcieli zostać odnalezieni" - i ta wiara udziela się czytającym.
Niesłychanie dużo dzieje się w tej biografii zaludnionej przez postacie wyraziste, a często osobliwe i skontrastowane, przez tych żydowskich i polskich przodków autorki, którzy przesuwają się przed nami w zmiennym porządku (a raczej nieporządku) czasów - jako ofiary i bohaterowie Holokaustu, cudownie ocaleni, miłośnicy i entuzjaści Polski Ludowej i jej wrogowie, robiący kariery i strącani z piedestału... Czasem wystarczy krótkie zdanko, byśmy poznali ich charaktery, a nawet role społeczne. "Prababka miała tylko ręce. Najbardziej ręce" i już wiadomo, o co chodzi. Albo inne: "Zamiast bukietów robiła kalosze". Tak rozstała się ze swymi marzeniami. Czy też "Ochrzczono mnie w prezencie urodzinowym".
Czy wolno wynosić na forum pisarstwa intymne rodzinne historie? To pytanie może zadać niejeden czytelnik. Zresztą stawia je również autorka. A odpowiedź może być taka: jeśli się tak umie myśleć i pisać - wolno, a nawet trzeba.

Odra, Magdalena Dunikowska

Spod pióra Agaty Tuszyńskiej powstał oryginalny autofresk polsko-żydowskiego XX-go wieku. Galeria postaci Rodzinnej historii lęku wystawia nam najnowszy Polaków portret własny. Wady rodzinnej kultury, strach przed obcym czy okazywana mu pogarda i agresja znajdują się na swych dawnych miejscach. Polscy Żydzi byli i są Polską. Taką właśnie, która zauważa dziś, że mieszka również w Nowym Jorku i Brukseli, po pół wieku zaistnienia we Wrocławiu i Szczecinie, Gdańsku… W szerokim świecie Agaty Tuszyńskiej nadal pozostaje ogromnie dużo przestrzeni na lęk. Dochodzić do człowieczeństwa z wielu horyzontów – ten proces dopiero się rozpoczął.

Le Monde, Florence Noiville

C’est un livre qui croise et embrasse tous les genres : récit introspectif – et rétrospectif – d’une femme sur sa jeunesse, biographie familiale, réflexion sur la mémoire et l’identité, témoignage fourmillant de détails et d’images sur l’antisémitisme polonais, reconstitution d’un pan entire de l’histoire de la Pologne aprčs guerre. Un livre de fragments mis bout ŕ bout pour faire émerger un monde enfoui, la Pologne juive, et mettre au jour un tabou : la judéité cachée de l’auteur.

(…)A 19 ans, lorsque sa mčre lui révčle sa véritable identité – pčre catholique, mčre juive –, Agata Tuszynska commence ŕ vivre dans « une réalité schizophrčne». Héritage encombrant, peu aisé, intimidant. Peur diffuse. Il faudra cette longue recherche en filiation pour qu’elle commence ŕ « apprivoiser la mémoire ». Il faudra ce gros livre de prčs de 500 pages sondant courageusement les craintes et la confusion pour réconcilier la jeune femme avec ellemęme.
Sans effusion ni pathos, mais ŕ la maničre d’une enquęte historique, factuelle et intime.
A la fin, l’auteur veut vivre avec fierté ces deux parties d’elle-męme qui « s’opposent et s’accusent ». Elle n’a plus peur. Elle sait qui elle est. Elle sait aussi que les choses changent en Pologne. Pourtant, note-t-elle, « encore aujourd’hui, prčs de la moitié des abonnés au
mensuel juif Midrasz ne souhaitent pas que le cachet de la revue apparaisse sur l’enveloppe que le facteur glisse dans leur boîte ». De męme qu’ŕ Leoncin, le villagenatal d’Isaac Singer, personne n’avoulu donner son nom ŕ une rue de laville parce que nul ne souhaitait avoirune adresse juive – męme celle d’unenfant du village devenu Prix Nobel…
Simplicité du style, pertinence des exemples, le livre d’Agata Tuszynska nous offre une autre histoire des juifs de Pologne. Une histoire ambivalente et inédite, la sienne.

Le matricule des anges, Le mensuel de la litterature contemporaine, Thierry Cecille
La construction de cet essai biographique, de cette méditation sociologique et historique, peut sembler périlleuse : elle s'attache tour à tour aux nombreux membres de sa famille, part à leur recherche, procède à la reconstitution de certains épisodes de leur existence, puis revient sur un questionnement plus personnel, sur son propre parcours elle se consacra, avant ce livre, et ce n'est bien sûr pas un hasard, aux destins de Bruno Schulz et d'Isaac B. Singer. Ce récit fragmenté, ce tableau parcellaire, cette sorte de puzzle permet justement de rendre compte de la reconstitution qu'entreprend la mémoire, ou plutôt l'absence de mémoire, car, pour la plupart d'entre eux, il n'est plus de souvenir, aucune trace. Et pourtant " c'est un grand privilège que d'avoir des témoins de son propre destin ". L'écriture, toute de simplicité et de précision, d'émotion contenue, parvient à approcher la complexité de ces vies, dans ces temps troublés, et évite, malgré la tension du propos, tout manichéisme, tout effet facile pathétique ou polémique.

Note de lecture établie pour les Éditions Gallimard par Jean-Yves Erhel

Voici un livre éblouissant : par l’histoire qu’il raconte comme par la manière de la raconter.

L’histoire : c’est la confession, infiniment pudique, d’une Polonaise blonde aux yeux bleus qui découvre un jour ses origines juives. Dans un pays si profondément marqué par l’antisémitisme que sa mère, rescapée de l’holocauste, afin de protéger sa fille bien plus que pour se protéger elle-même, sans doute, ne lui a jamais rien laissé soupçonner de son passé : le ghetto de Varsovie à l’âge où les petites filles jouent encore à la poupée, une succession innombrable, à en perdre la mémoire, de cachettes clandestines hors du ghetto, avec ce que cela comporte en permanence de risques, de compromissions, d’héroïsme, d’émotions.
Agata Tuszynska, l’auteur, a dix-huit ans lorsque ce passé, ce passé maternel, se révèle presque fortuitement à elle, fille d’un brillant journaliste sportif de la radio dont sa mère s’est séparée un peu plus tôt.
Son secret, Agata Tuszynska va le porter longtemps comme quelque chose de menaçant, impossible à apprivoiser. Journaliste elle-même, les nombreux reportages qu’elle a effectués auprès de juifs polonais installés en Israël, par exemple, s’expliquent peut-être par cette nécessité d’émerger de cette « existence schizophrène » qui est alors la sienne, ainsi qu’elle la qualifie. Son livre consacré a Isaac Bashevis Singer s’inscrit peut-être, lui aussi, dans une certaine thérapie... mais les explications a posteriori sont toujours si faciles !
Certains romanciers s’inventent des familles qu’ils n’ont pas eues. Et ces familles prennent bel et bien corps. C’est toute la force du roman. Agata Tuszynska, elle, a fait un roman  des familles qu’elle a eues et dont elle ne savait rien. Elle a cherché, enquêté, fouillé les lieux et sa mémoire ; telle une héroïne de roman policier, elle fait parler les objets et les quelques documents dont elle dispose : un chapitre qu’elle intitule Czarna Torebka (« Le sac à main noir ») est l’exemple même de cette façon de faire; que contient ce sac rescapé d’un douloureux passé qui fut celui de sa grand-mère juive inconnue, et que racontent ces maigres reliques issues d’un temps comme suspendu ?

Le style : Agata Tuszynska est journaliste. Elle ne cède jamais à cette « adjectivite » haïssable que les plus primaires de la profession prennent pour du « style ». Elle me rappelle un de mes professeurs à l’école supérieure de journalisme de Lille qui répétait : « Il pleut ? Dites : ”Il pleut.” » Sa manière : un  sujet, un verbe, un complément. Mais un sujet sans ambiguïté, le verbe juste et le complément qu’il faut. Une prose solide, élégante et, paradoxalement, charnue : évocatrice, sensible, chargée d’émotion. Une prose qui fait image sans jamais recourir à l’image. Elle donne à voir, à entendre et fait aimer — partager — ce qu’on voit et ce qu’on entend. Si j’osais, j’invoquerais la madeleine de Proust, bien qu’il n’y avait ni madeleine ni même de boulanger dans le ghetto de Varsovie. Mais la puissance de son verbe, c’est tout à fait cela...
Chaque chapitre, comme « Le sac a main noir », est une « mise en vie », comme on parle de mise en scène, de tel ou tel personnage. A ceci près que le metteur en scène qu’elle est nous fait toujours complice de ses partis pris ; elle invente ? Elle écrit au conditionnel et avoue qu’elle invente ; elle n’accuse (rarement) jamais sans rapporter les éléments à charge. Son écriture est une écriture de... dentellière : chaque personnage possède sa couleur et, chapitre après chapitre, elle manie les bobines de telle sorte qu’on ne s’y perde pas et, mieux, que l’on comprenne l’intention qui préside à l’ouvrage, qui justifie l’ouvrage. Et chaque nouveau point est une émotion nouvelle, un choc auquel on ne s’attendait pas. Du roman policier, bâti bien serré avec des faits concrets qui appartiennent à l’Histoire mais qu’on découvre sous une lumière toute neuve : celle d’un amour infini pour une humanité pitoyable.

Beau livre. Beau livre, vraiment. Un document sans sécheresse, un roman (presque) sans fiction écrit non pas du bout mais du bord des lèvres, à fleur de cœur, susurré. Une lecture dont on émerge en se demandant : étais-je vraiment, moi — simple lecteur, banal lecteur, presque voyeur —, digne d’un tel présent ? C’est une lecture... « trop », comme dit la génération de mon fils pour signifier qu’elle est ébahie. Une lecture qu’il faut mériter... Mais à l’éditeur qui le publiera, d’abord, de mériter ce livre qui transcende tous les genres littéraires — sans en renier aucun!

 
 
(c) Wydawnictwo Literackie 2008 projekt i wykonanie: YELLOWTEAM.PL