Agata Tuszynska - Aktulanosci

Agata Tuszyńska - Ćwiczenia z utratyĆwiczenia z utraty

Jak ocenić książkę, która jest osobistym świadectwem traumy? Która zbudowana jest nie tyle ze słów, co z nagich emocji, z łez i krzyku. W przypadku „Ćwiczeń z utraty” mimo wszystko takiej oceny dokonać można, bo Agata Tuszyńska odnajduje siłę, by wziąć emocje w ryzy, by nadać im kształt, przywrócić im mapę pamięci i, co najważniejsze, tworzyć na przekór śmierci. Autorka biografii Singera dała się poznać jako świadoma pisarka. Potrafi nią być także wobec wielkiej osobistej tragedii, jaką jest śmierć jej męża. Emocjonalny ekshibicjonizm jest tu silnie kontrolowany. Narratorka potrafi być sucha i rzeczowa opisując fizjologię, przywołując statystyki. Potrafi być żarliwa i romantyczna, gdy pisze o uczuciu „nałogowców wzajemnej obecności”. Nie szczędzi też wersów z Simonowa czy Dickinson. Wreszcie sama potrafi być poetycka, uruchamiając w sobie poruszające opisy i metafory.

(Polityka, Marta Sawicka)

 „Ćwiczenia z utraty” to nie jest tylko jeden z tych zapisów granicznych życiowych sytuacji, które mogą być wsparciem w cierpieniu. Ta książka należy do gatunku utworów żałobnych, ma przemyślaną formę artystyczną i jak wiele innych tekstów tego właśnie rodzaju, powstała na gorąco, w bezpośredniej bliskości śmierci.

Książka Tuszyńskiej obejmuje okres półtora roku, od diagnozy do odejścia H. Ale już na pierwszej stronie jest wszystko: początek i koniec. Nie będzie linearnej fabuły, emocje  od razu uzyskują maksymalne napięcie. Tuszyńska patrzy na swego ukochanego, który się przeobraża pod wpływem choroby, żegna się z nim codziennie, nie rezygnując z wiary w cudowne ocalenie. Dojrzewa tym szybciej, im szybciej postępuje destrukcja ciała i osobowości męża. Zaczyna rozumieć, że oboje żyją na wyspie „gdzie nie ma przyszłości i czas się odlicza wstecz”. Ale w tej wyspiarskiej inności też się toczy jakaś codzienność, trzeba chorego karmić, myć, przemawiać do niego. Trzeba walczyć o jego interesy, na przykład nie pozwolić, by hospicjum odebrało mu specjalistyczne łóżko. Na wyspie też się miewa humor lepszy lub gorszy, ma się wątpliwości co do swych podstawowych wyborów, ma się do siebie nawzajem żal o coś, a potem się przebacza. Udowodniono, że człowiek zbuduje dom w każdych warunkach. I takie razem-osobno to wciąż jeszcze Razem. Cenne, najcenniejsze wspólne życie.

(Gazeta Wyborcza, Anna Janko)

 

Agata Tuszyńska - Rodzinna historia lęku.Rodzinna historia lęku

„Rodzinna historia lęku” to nie jest pierwsza książka, która opowiada o nierozwikłanym splocie polsko-żydowskich zależności. Tym razem jednak pokazuje go przede wszystkim na poziomie najbardziej intymnym – rodzinnym.
(…) Tuszyńska przede wszystkim snuje opowieść o odzyskiwaniu własnej tożsamośći, o rekonstruowaniu tego, co dla większości czytelników może się wydać oczywiste – losów własnej rodziny, przodków, ciotek, babek, stryjków. Jeździ po kraju, do Łęczycy, za Łochów, przemierza polski pejzaż w poszukiwaniu świadectw, zdjęć, potrzaskanych macew, okruchów przeszłości. Jest coś niedzisiejszego w tych badaniach, drzewach genealogicznych, w uporze, z jakim autorka wymienia nazwy ulic, koligacje rodzinne, szczegóły strojów zarówno polskiej, jak i żydowskiej gałęzi jej rodziny. Jakby zdawała sobie sprawę z tego, że dobrze udokumentowana przeszłość wypełniona prywatnymi historiami pozwala schronić się przed bezdomnością czasu teraźniejszego.

„Rodzinna historia lęku” jest znakomitą lekcją wierności własnym korzeniom i rodzinnej mitologii. Każdy szczegół ma tym większą wartość, że był skazany na zniszczenie, a z drugiej strony, co paradoksalne, walka z amnezją nie przynosi ulgi – razem z wiedzą o drzewie genealogicznym pogłębia się gorzka świadomość osobności dwóch żyjących na tej samej ziemi narodów.

(Gazeta Wyborcza, Michał Olszewski)

„Rodzinna historia lęku” Agaty Tuszyńskiej to fascynująca książka, będąca zapisem przeszłości autorki i jej żydowskiej rodziny. Rodzinna saga wymagała nowatorskiego podejścia, bo w polskim piśmiennictwie wciąż mało jest podobnych literackich wzorów. Autobiografii mamy mnóstwo, ale familiografie to rarytas. Tym razem mamy do czynienia z połączeniem autobiografii z familiografią.

(Midrasz, Andrzej Sitek)

Ekshibicjonizm jest zazwyczaj męczący, czasem powoduje niezdrowe emocje wśród czytelników, ostatnio jest modny, chociaż to nie wynalazek naszych czasów, tylko nasze czasy znacznie bardziej prowokują do obnażania swoich przeżyć, uczuć, odczuć i emocji. Jednak w przypadku nowej książki Agaty Tuszyńskiej odsłanianie własnego życia i życia jej bliskich, jest głęboko uzasadnione. Bez takiego zabiegu jej książka nie miałaby tej ogromnej siły jaką emanuje.

(Magazyn Literacki Książki, Piotr Dobrołęcki

(…)Dzięki wybornemu warsztatowi historycznemu i literackiemu autorki otrzymujemy obszerną sagę rodzinną. Z pewnością jest to saga, która może przypominać wiele innych opowieści rodzinnych, bo to jest w końcu dla kilku ostatnich pokoleń żyjących w Polsce opowieść nie tak wyjątkowa, lecz nie każda rodzina  ma tak utalentowanego biografa jak przodkowie Agaty Tuszyńskiej.
Powstała książka, która w moim odczuciu, może być niezwykle ważnym punktem odniesienia w toczącej się i niekończącej debacie polsko-żydowskiej, książka do której będzie się wracać i powoływać na nią, może nawet tak ważna jak Jana Błońskiego „Biedni Polacy patrzą na getto”.

„Rodzinna historia lęku” Agaty Tuszyńskiej jest książką ważną. Głosem autorki odzywa się nowe pokolenie, już kolejne, na którym Holocaust odcisnął swoje piętno. A przecież autorka urodziła się długo po wojnie, bo w roku 1957.
W dodatku opowieść te cechuje coś, co jedni nazwaliby odwagą, inni uznali za rzecz dość krępującą tutaj, w Polsce, gdzie nie ma zwyczaju wyciągania tajemnic żyjących członków rodziny naświatło dzienne, niezależnie od ich rodzaju. A cóż dopiero, gdy chodzi o żydowskie pochodzenie matki. Cała książka o tym mówi: o szoku, jakim było dowiedzenie się o nieznanej rodzinnej historii, o szoku przekształcania się autorki z osoby, która świetnie znała własny życiorys, ale nie znała żadnych Żydów, w córkę Żydówki.

(Nowe Książki, Małgorzata Baranowska)

"Rodzinną historię lęku", nową książkę Agaty Tuszyńskiej, można czytać i definiować różnorodnie. Jest ona rodzajem sagi rodzinnej z wielką pieczołowitością odtworzonej przez autorkę. Jest opowieścią - rozdziałem z historii stosunków polsko-żydowskich, napisanej na przykładzie doświadczenia własnego i jej rodziny. Jest reporterską wyprawą w przeszłość, z próbą odpowiedzi na pytanie - co z tej przeszłości zostaje w naszej pamięci, w naszych wspomnieniach i świadomości.
Ale "Rodzinna historia lęku" jest jednocześnie, jest zarazem, a może nawet przede wszystkim (i na tym aspekcie książki chciałbym się zatrzymać) literacką relacją z poszukiwać własnej tożsamości.
(…)Autorka podejmuje jeden z najbardziej dramatycznych tematów naszego czasu: jak współistnieć, współ-być z Innym, tym innym zewnętrznym, ale także, a może nawet, przede wszystkim - wewnętrznym. Chce więc ustalić własną tożsamość. Odpowiedzieć na pytanie - w jakim stopniu Ja składa się tylko, z wyłącznie mojego, immanentnego jestestwa, a w jakim pochodzę od mojej rodziny, przodków i otoczenia ludzi, którzy istnieli wokół mnie na przestrzeni dotychczasowego życia. Jakie są tu proporcje, zależności, a także - czy i jak się zmieniają. W tym celu autorka wybiera trop podstawowy - swoją rodzinę, ale rodzinę, która sama jest sprzecznością, ma różne korzenie. Autorka śledzi losy jej członków, tych, których istnienie była w stanie ustalić, o których mogła się czegoś dowiedzieć.
Książka jest o tych trudnych,  zawiłych dociekaniach, o zagadkach i niejasnościach, jakie piętrzą się przed autorką, o jej nieustępliwości i pasji wręcz reporterskiej.

Ryszard Kapuściński

 (…) Tym co sprawia, że biografia Tuszyńskiej jest książką wybitną oraz – w obszernej bibliotece z polsko-żydowskimi historiami – nową intelektualnie, nie jest drastyczność opisywanych w niej historii, lecz jej nieoczywistość. Tuszyńska z autentycznym mozołem odcyfrowuje żydowski fragment swojej tożsamości. Ale to znaczy: właściwie czego?
Tragedia Holocaustu sprawiła, że zapominamy, iż kryzys żydowskiej tożsamości zaczął się u nas jeszcze na długo przed Hitlerem. W przedwojennej Polsce mieszkało kilka milionów Żydów. Czyli kilka milionów ludzi żyjących wedle zupełnie różnych wzorców kulturowych, często niepoczuwających się do żadnej wspólnoty, wręcz sobie niechętnych.
(…) Tuszyńska opisuje symetryczne historie swoich asymilujących się, ciążących ku polskości przodków: dziadka, jednej z ciotek. Albo matki, której już po wojnie nie przeszkadzały w miłości antysemickie wyskoki jej wybranka.

(..)Skarbem, który daje książka Tuszyńskiej, jest jej normalność. Pisarka pokazuje, że powtarzane konspiracyjnym szeptem historie ocalałych z Zagłady brzmią równie dobrze powiadane pełnym głosem, bez strachu.

(Newsweek, Piotr Bratkowski)

Poruszająca autobiografia i śledztwo we własnej sprawie, poszukiwanie sensu w przeszłości i prawdy w ludziach, którzy w większości już przeminęli. Tuszyńska ze znaną jej skrupulatnością wskrzesza świat, którego nie miała szansy dotknąć, smakuje go całą sobą, rekonstruuje, aby móć cieszyć się obrazem w pełni, obrazem Prawdy. Prawdy o sobie i swojej konstelacji rodzinnej, mocno zwikłanej. Nie polecam do czytania w tramwaju, autobusie, pociągu, chyba, że ktoś lubi płakać w miejscach publicznych… Najpiękniejsza proza polska, jaką miałem okazję ostatnio czytać i bogata i jednocześnie precyzyjna polszczyzna, tylko się uczyć.

Artur Cieślar

W tej książce nie ma postaci ani historii czarno-białych, bo losy polsko-żydowskie nie są czarno-białe. Autorka obnaża swoją i swoich najbliższych słabość i strach. W 1968 r. jej matka odmawia noclegu kuzynce z dzieckiem, która zdecydowała się wyemigrować z Polski. Matka – Żydówka – nie chce, by ktokolwiek łączył ją z Żydami. A przecież w porównaniu z Polakami ukrywającymi Żydów w czasie wojny jej ryzyko było niewielkie – przypomina córka. Autorka książki wymiguje się od wystąpienia na konferencji, podczas której ma przemawiać jej żydowski kuzyn. Boi się, że wszyscy dowiedzą się, kim jest. „Rodzinna historia lęku” to pochłaniająca czytelnika, miejscami boleśnie szczera opowieść o odkrywaniu własnej tożsamości, o trudnej walce z nią i o niełatwym jej przyjęciu.

(Polityka, Katarzyna Janowska)

Książka Tuszyńskiej jest dramatyczną opowieścią o życiu i śmierci, o lęku i przetrwaniu, o poszukiwaniu własnej tożsamości. "Niezwykle odważna osoba" - takie komplementy słyszy się wśród czytelników. A w czym miałaby się manifestować ta odwaga?
Po pierwsze w tym, że odsłania najbardziej osobiste i rodzinne tajemnice, że traktuje swych rodziców, dziadków, wujów itd. z ich zaletami, wadami, kompleksami, przeżyciami jak bohaterów prawdziwej powieści.
Po drugie, że podejmuje temat żydowskich i polskich korzeni swej rodziny, problemy podwójnego niejako dziedzictwa, nie ograniczając się bynajmniej do historii, lecz wkraczając zdecydowanie w bolesne i wstydliwe zakątki naszej dzisiejszej świadomości. Tuszyńska nie usłuchała przestróg pewnego przedwojennego dziennikarza, który pouczał kolegę: "Niech pan nigdy nie pisze o dwóch tematach: o Kościele i o sprawie żydowskiej, nikogo pan nie przekona, a zrobi pan sobie miliony wrogów, którzy panu zatrują życie". Ten prosty przepis mocno się zdezaktualizował, lecz przecież pewien osad obawy pozostał. Z biografii Tuszyńskiej wynika, że nie chciała epatować odwagą, lecz napisała ją z "musu", z potrzeby uporania się z własnymi problemami. A jednym z nich była "niepamięć" wyciskająca swe piętno na losie człowieka.
Bardzo wiele mówi geneza tej książki. Bo przecież nie powstała ona w "błysku natchnienia". Oto pierwsze słowa: "Ta książka jest we mnie od lat. Jak ta tajemnica. Od chwili, kiedy dowiedziałam się, że nie jestem tym, kim sądziłam, że jestem. Od momentu, kiedy moja matka zdecydowała się powiedzieć mi, że jest Żydówką". Nastąpił okres "schizofrenicznego rozdwojenia", niechęci czy niemożności ujawnienia tej "strasznej prawdy". A kiedy decyzja zapadła, reporterka wyruszyła w drogę - w przestrzeń i czas, by prześledzić losy własnej rodziny.
(…)książka Tuszyńskiej jest świetna literacko i daje satysfakcję najwybredniejszym czytelnikom. W jej pisarstwie zderzają się jakby dwie pozornie wykluczające się umiejętności: dokumentalistki bezbłędnie docierającej do faktów, miejsc, świadków, rodzinnych legend i opowieści oraz osoby obdarzonej niezwykłą wyobraźnią, która właściwie tworzy pewne postacie, oddaje ich przeżycia z dużą dozą prawdopodobieństwa. Tak więc dzięki odnalezionym, nieraz szczątkowym śladom zmarli i nieznajomi stają się żywi i bliscy. "Zostawili ślady, bo chcieli zostać odnalezieni" - i ta wiara udziela się czytającym.
Niesłychanie dużo dzieje się w tej biografii zaludnionej przez postacie wyraziste, a często osobliwe i skontrastowane, przez tych żydowskich i polskich przodków autorki, którzy przesuwają się przed nami w zmiennym porządku (a raczej nieporządku) czasów - jako ofiary i bohaterowie Holokaustu, cudownie ocaleni, miłośnicy i entuzjaści Polski Ludowej i jej wrogowie, robiący kariery i strącani z piedestału... Czasem wystarczy krótkie zdanko, byśmy poznali ich charaktery, a nawet role społeczne. "Prababka miała tylko ręce. Najbardziej ręce" i już wiadomo, o co chodzi. Albo inne: "Zamiast bukietów robiła kalosze". Tak rozstała się ze swymi marzeniami. Czy też "Ochrzczono mnie w prezencie urodzinowym".
Czy wolno wynosić na forum pisarstwa intymne rodzinne historie? To pytanie może zadać niejeden czytelnik. Zresztą stawia je również autorka. A odpowiedź może być taka: jeśli się tak umie myśleć i pisać - wolno, a nawet trzeba.

(Rzeczpospolita, Michał Radgowski)

Spod pióra Agaty Tuszyńskiej powstał oryginalny autofresk polsko-żydowskiego XX-go wieku. Galeria postaci "Rodzinnej historii lęku" wystawia nam najnowszy Polaków portret własny. Wady rodzinnej kultury, strach przed obcym czy okazywana mu pogarda i agresja znajdują się na swych dawnych miejscach. Polscy Żydzi byli i są Polską. Taką właśnie, która zauważa dziś, że mieszka również w Nowym Jorku i Brukseli, po pół wieku zaistnienia we Wrocławiu i Szczecinie, Gdańsku… W szerokim świecie Agaty Tuszyńskiej nadal pozostaje ogromnie dużo przestrzeni na lęk. Dochodzić do człowieczeństwa z wielu horyzontów – ten proces dopiero się rozpoczął.

(Odra, Magdalena Dunikowska)

 

Le Monde, Florence Noiville

C’est un livre qui croise et embrasse tous les genres : récit introspectif – et rétrospectif – d’une femme sur sa jeunesse, biographie familiale, réflexion sur la mémoire et l’identité, témoignage fourmillant de détails et d’images sur l’antisémitisme polonais, reconstitution d’un pan entire de l’histoire de la Pologne aprčs guerre. Un livre de fragments mis bout ŕ bout pour faire émerger un monde enfoui, la Pologne juive, et mettre au jour un tabou : la judéité cachée de l’auteur.

(…)A 19 ans, lorsque sa mčre lui révčle sa véritable identité – pčre catholique, mčre juive –, Agata Tuszynska commence ŕ vivre dans « une réalité schizophrčne». Héritage encombrant, peu aisé, intimidant. Peur diffuse. Il faudra cette longue recherche en filiation pour qu’elle commence ŕ « apprivoiser la mémoire ». Il faudra ce gros livre de prčs de 500 pages sondant courageusement les craintes et la confusion pour réconcilier la jeune femme avec ellemęme.
Sans effusion ni pathos, mais ŕ la maničre d’une enquęte historique, factuelle et intime.
A la fin, l’auteur veut vivre avec fierté ces deux parties d’elle-męme qui « s’opposent et s’accusent ». Elle n’a plus peur. Elle sait qui elle est. Elle sait aussi que les choses changent en Pologne. Pourtant, note-t-elle, « encore aujourd’hui, prčs de la moitié des abonnés au
mensuel juif Midrasz ne souhaitent pas que le cachet de la revue apparaisse sur l’enveloppe que le facteur glisse dans leur boîte ». De męme qu’ŕ Leoncin, le villagenatal d’Isaac Singer, personne n’avoulu donner son nom ŕ une rue de laville parce que nul ne souhaitait avoirune adresse juive – męme celle d’unenfant du village devenu Prix Nobel…
Simplicité du style, pertinence des exemples, le livre d’Agata Tuszynska nous offre une autre histoire des juifs de Pologne. Une histoire ambivalente et inédite, la sienne.

Le matricule des anges, Le mensuel de la litterature contemporaine, Thierry Cecille La construction de cet essai biographique, de cette méditation sociologique et historique, peut sembler périlleuse : elle s'attache tour à tour aux nombreux membres de sa famille, part à leur recherche, procède à la reconstitution de certains épisodes de leur existence, puis revient sur un questionnement plus personnel, sur son propre parcours elle se consacra, avant ce livre, et ce n'est bien sûr pas un hasard, aux destins de Bruno Schulz et d'Isaac B. Singer. Ce récit fragmenté, ce tableau parcellaire, cette sorte de puzzle permet justement de rendre compte de la reconstitution qu'entreprend la mémoire, ou plutôt l'absence de mémoire, car, pour la plupart d'entre eux, il n'est plus de souvenir, aucune trace. Et pourtant " c'est un grand privilège que d'avoir des témoins de son propre destin ". L'écriture, toute de simplicité et de précision, d'émotion contenue, parvient à approcher la complexité de ces vies, dans ces temps troublés, et évite, malgré la tension du propos, tout manichéisme, tout effet facile pathétique ou polémique.


Note de lecture établie pour les Éditions Gallimard par Jean-Yves Erhel

Voici un livre éblouissant : par l’histoire qu’il raconte comme par la manière de la raconter.

L’histoire : c’est la confession, infiniment pudique, d’une Polonaise blonde aux yeux bleus qui découvre un jour ses origines juives. Dans un pays si profondément marqué par l’antisémitisme que sa mère, rescapée de l’holocauste, afin de protéger sa fille bien plus que pour se protéger elle-même, sans doute, ne lui a jamais rien laissé soupçonner de son passé : le ghetto de Varsovie à l’âge où les petites filles jouent encore à la poupée, une succession innombrable, à en perdre la mémoire, de cachettes clandestines hors du ghetto, avec ce que cela comporte en permanence de risques, de compromissions, d’héroïsme, d’émotions.
Agata Tuszynska, l’auteur, a dix-huit ans lorsque ce passé, ce passé maternel, se révèle presque fortuitement à elle, fille d’un brillant journaliste sportif de la radio dont sa mère s’est séparée un peu plus tôt.
Son secret, Agata Tuszynska va le porter longtemps comme quelque chose de menaçant, impossible à apprivoiser. Journaliste elle-même, les nombreux reportages qu’elle a effectués auprès de juifs polonais installés en Israël, par exemple, s’expliquent peut-être par cette nécessité d’émerger de cette « existence schizophrène » qui est alors la sienne, ainsi qu’elle la qualifie. Son livre consacré a Isaac Bashevis Singer s’inscrit peut-être, lui aussi, dans une certaine thérapie... mais les explications a posteriori sont toujours si faciles !
Certains romanciers s’inventent des familles qu’ils n’ont pas eues. Et ces familles prennent bel et bien corps. C’est toute la force du roman. Agata Tuszynska, elle, a fait un roman  des familles qu’elle a eues et dont elle ne savait rien. Elle a cherché, enquêté, fouillé les lieux et sa mémoire ; telle une héroïne de roman policier, elle fait parler les objets et les quelques documents dont elle dispose : un chapitre qu’elle intitule Czarna Torebka (« Le sac à main noir ») est l’exemple même de cette façon de faire; que contient ce sac rescapé d’un douloureux passé qui fut celui de sa grand-mère juive inconnue, et que racontent ces maigres reliques issues d’un temps comme suspendu ?

Le style : Agata Tuszynska est journaliste. Elle ne cède jamais à cette « adjectivite » haïssable que les plus primaires de la profession prennent pour du « style ». Elle me rappelle un de mes professeurs à l’école supérieure de journalisme de Lille qui répétait : « Il pleut ? Dites : ”Il pleut.” » Sa manière : un  sujet, un verbe, un complément. Mais un sujet sans ambiguïté, le verbe juste et le complément qu’il faut. Une prose solide, élégante et, paradoxalement, charnue : évocatrice, sensible, chargée d’émotion. Une prose qui fait image sans jamais recourir à l’image. Elle donne à voir, à entendre et fait aimer — partager — ce qu’on voit et ce qu’on entend. Si j’osais, j’invoquerais la madeleine de Proust, bien qu’il n’y avait ni madeleine ni même de boulanger dans le ghetto de Varsovie. Mais la puissance de son verbe, c’est tout à fait cela...
Chaque chapitre, comme « Le sac a main noir », est une « mise en vie », comme on parle de mise en scène, de tel ou tel personnage. A ceci près que le metteur en scène qu’elle est nous fait toujours complice de ses partis pris ; elle invente ? Elle écrit au conditionnel et avoue qu’elle invente ; elle n’accuse (rarement) jamais sans rapporter les éléments à charge. Son écriture est une écriture de... dentellière : chaque personnage possède sa couleur et, chapitre après chapitre, elle manie les bobines de telle sorte qu’on ne s’y perde pas et, mieux, que l’on comprenne l’intention qui préside à l’ouvrage, qui justifie l’ouvrage. Et chaque nouveau point est une émotion nouvelle, un choc auquel on ne s’attendait pas. Du roman policier, bâti bien serré avec des faits concrets qui appartiennent à l’Histoire mais qu’on découvre sous une lumière toute neuve : celle d’un amour infini pour une humanité pitoyable.

Beau livre. Beau livre, vraiment. Un document sans sécheresse, un roman (presque) sans fiction écrit non pas du bout mais du bord des lèvres, à fleur de cœur, susurré. Une lecture dont on émerge en se demandant : étais-je vraiment, moi — simple lecteur, banal lecteur, presque voyeur —, digne d’un tel présent ? C’est une lecture... « trop », comme dit la génération de mon fils pour signifier qu’elle est ébahie. Une lecture qu’il faut mériter... Mais à l’éditeur qui le publiera, d’abord, de mériter ce livre qui transcende tous les genres littéraires — sans en renier aucun!

 

GWIAZDY I GWIAZDY

„Kto odtańczył i odegrał pierwsze tango? Józef Redo i Lucyna Messal w operetce Targ na dziewczęta. Informację tę zawdzięczam Agacie Tuszyńskiej, autorce świetnej książki o teatralnej publiczności Gwiazdy i gwizdy. „Niedługo potem – pisze uczona Agata – zaczęto produkować gorsety o wdzięcznej nazwie Le Tango. Mimo słonej ceny nabywczyń przybywało. Lekką ręką wydawały na ów strój aż 75 rubli!”

(R.M.Groński, Polityka 2003/11)

„Zajmująca w lekturze, lekkim piórem napisana opowieść o polskim (zbiorowym) widzu teatralnym. W nocie redakcyjnej czytamy: Pionierska i wyczerpująca monografia (...) jest pierwszą pracą przedstawiającą panoramę publiczności polskiego teatru i miejsce, jakie zajmowała w kształtowaniu jej obrazu.” (...) bardzo wartościowa i godna przeczytania książka.
(...) Pyszność Gwiazd i gwizdów jest w detalach, w podawanych szczegółach, w rejestracji i przytoczeniu historycznych przypadków.

(Gazeta Wyborcza 27 grudnia 2002)

Gwiazdy i gwizdy to książka o publiczności teatralnej od początku powstania sceny narodowej do wybuchu drugiej wojny światowej. Próżno by szukać w polskich bibliografiach teatralnych drugiego tak całościowego ujęcia tematu. To historia, ale pisana z socjologicznym i reporterskim zacięciem. Źródłem są pamiętniki, relacje, prasa z epoki, literatura wyższego i niższego lotu, opracowania historyczne. Całość obrazów widowni teatralnej za Bogusławskiego, za Warszawskich Teatrów Rządowych, za Pawlikowskiego i Wyspiańskiego, Kotarbińskiego i Silskiego, wreszcie za Jaracza, Osterwy i Schillera ożywia wyobraźnia autorki, wsparta wnikliwością i zawsze udokumentowaną wiedzą o wydarzeniach politycznych, gustach, modach, przemianach obyczajowych. (...) Autorka snuje żywą i pełną kolorów opowieść, skrzącą się od anegdot, skandali i patriotycznych uniesień, bo wszak w kraju przez pięć pokoleń rozdartym na trzy zabory teatr był ostoją polskiej mowy – za to go kochano, dlatego doń uczęszczano. Nie ocenia publiczności, lecz ją opisuje. Jest, jak napisał, Piotr Mitzner, jej rzecznikiem, ogląda teatr jej oczami.”

(Hanna Baltyn, Nowe Książki 2003/4)

 

Agata Tuszyńska - Długie życie gorszycielkiDŁUGIE ŻYCIE GORSZYCIELKI

 „Mamy do czynienia ze świetną pozycją reporterską. Agata Tuszyńska przeprowadziła wiele rozmów, dotarła do ludzi i dokumentów, wiernie odtwarzając życie sławnej przed wojną bojowniczki o równouprawnienie kobiet i propagatorki edukacji seksualnej, a po wojnie autorki m.in. niezapomnianej sztuki Dr Anna Leśna i dziełka pod intrygującym tytułem „Czym może być kobieta w Polsce Ludowej”, następnie pracownika polskiej dyplomacji i właścicielki salonu literackiego uchodzącego za opozycyjny, wreszcie emigrantki. Powstała książka, w swoim rodzaju wyjątkowa i wybitna, a w końcowych rozdziałach - wstrząsająca.”

(Krzysztof Masłoń Pozycja wyjątkowa, Rzeczpospolita 19-20 czerwca 1999)

„Książka uzyskała od razu duży rozgłos. Uznano ją za najlepszą książkę w lipcu i uhonorowano nagrodą Warszawskiej Premiery Literackiej. Na uroczystości rozdania nagród w Klubie Księgarza Tomasz Łubieński porównał narrację Tuszyńskiej do mistrzowskiej gry na wielu instrumentach. Faktycznie Długie życie gorszycielki z wielu względów zasługuje na uznanie. Przede wszystkim dlatego, że jest książką szczerą, nie powiela błędów wielu historyków literatury, którzy zamiast biografii odlewają kolejne pomniki z brązu. Tuszyńska natomiast uniknęła wystawienia swojej bohaterce cenzurek i laurek. Nie zawahała się ukazać momentów w jej życiorysie drastycznych, stawiających Gorszycielkę w niezbyt pochlebnym świetle. (...)
Po Długie życie gorszycielki sięgną na pewno wszyscy ci, którzy czytali Wspomnienia i ciekawi są dalszych losów Krzywickiej. Agacie Tuszyńskiej udało się oddać psychologiczny portret postaci. W Wyznaniach gorszycielki widzieliśmy Krzywicką taką, jaka sama pragnęła być; podczas gdy w Długim życiu jest pozbawiona blichtru i autoreklamy. Szczerość Tuszyńskiej, odsłaniającej słabości i wady swojej bohaterki, może u niejednych budzić żal za spiżowym pomnikiem, jaki Krzywicka wystawiła sobie we Wspomnieniach. To, co budzi szacunek dla warsztatu pisarskiego Tuszyńskiej, to autentyzm portretu Krzywickiej, uczucie obcowania z żywym człowiekiem nie opuszcza czytelnika aż do końca lektury.”

(Magda Gawin, Res Publica nowa 1999/10)

Długie życie czyta się świetnie. Tym większa to zasługa Tuszyńskiej. No bo kogo dziś obchodzi Krzywicka? Co zostało z jej reklamiarskich kampanii, kroczenia przed postępem, z tego wszystkiego, co Lechoń nazywał wymachiwaniem majtkami jak sztandarem. (...)
Agata Tuszyńska filmuje swą bohaterkę z ukrytej kamery intuicji i wyobraźni. Ścieżkę dźwiękową zapewniają głosy świadków. Szelest dokumentów, dzwonki telefonów. (...)
Przeświadczeniu, że wszyscy marzą o jednym: żeby ją zaczepiać, podporządkowała Irena K. życie. Przebywając drogę od szemranego salonu na Langiewicza (opisanego przez Tyrmanda) do domku pod Paryżem, gdzie ukochany syn oddzielił ją w końcu murem od swojego życia rodzinnego. W finalnej części opowieści Długie życie to kryminał Simenona. Jest trup, są podejrzani i sporo załganych łez, kapiących na poduszkę: być może Matek został nią nadduszony.”

(Ryszard Marek Groński, Polityka 1999/25)

„Opowieści biograficzne mogą zdziałać cuda. Mają moc przywracania życia umarłych. Pod warunkiem, że „trafią” na Agatę Tuszyńską. Niektórzy mieli to szczęście. Są biografowie, których „ofiary” przypominają łby zwierzyny ustrzelonej w lesie i dekorującej ściany leśniczówki. Albo jakieś rozmazane bohomazy, z których nie wyłania się żadna wyrazista postać. Zastanawiam się, do czego porównać książki Tuszyńskiej: może do wieloczęściowej kompozycji muzycznej pełnej kontrastów i zmiennych nastrojów, ale nie gubiącej nigdy motywu przewodniego.(...) Bez wątpienia ten typ biografii wymaga ręki szperacza, reżysera, montażysty, psychologa, historyka i kogo tam jeszcze.(...) Wygląda na to, że autorka trafiła do właściwych ludzi i że ich w pewien sposób „uwiodła”. Pozostało tylko napisać rzecz z talentem i temperamentem, ale i konieczną powściągliwością w kwestiach delikatnych, z niezbędnym obiektywizmem, ale i zaznaczeniem swego stanowiska. I to zostało zrobione.
(...) W książce Agaty Tuszyńskiej dwa wielkie tematy tworzą spójną całość: dramat bohaterki żyjącej tak długo w kilku zupełnie różych epokach pozbawionych łagodnych „normalnych” przejść, które zwykle ułatwiają przystosowanie, oraz arcyciekawy obraz duchowego, społecznego i politycznego tła, na którym ta niecodzienna egzystencja trwała przez dziesiątki lat. Jestem pełen podziwu dla wiedzy i taktu autorki, z jakim potrafiła odtworzyć owo tło. Wielu zacietrzewionym publicystom nie udało się tego dokonać, ponieważ urzekły ich funkcje prokuratorskie. (...)
Tuszyńska (...) pisze dobrze, ciekawie, z troską o szczegóły. To jest również to, co cenię w jej książkach: wysoki poziom staranności. (..) Zna tajemnice dobrej narracji i konstrukcji: książka ta jakby rodzi się na naszych oczach.”

(Michał Radgowski, Nowe Książki 1999/8)

„Agata Tuszyńska jest nie tylko pisarką, ale i znakomitą dokumentalistką. Dowiodła tego już w swoich pierwszych książkach: Wisnowska, Rosjanie w Warszawie. A biografią Singer. Pejzaże pamięci ugruntowała swoją pozycję. Ktoś napisał, że Tuszyńska jest archeologiem literatury, że pracuje metodą odkrywkową, dociera do dokumentów, ludzi, miejsc już dawno pogrzebanych. Odkrywa je na nowo, tak dla czytelników, jak i dla siebie, może przede wszystkim dla siebie.
Agata Tuszyńska ma ogromny szacunek dla starości. Uwielbia słuchać starości. Jest dla niej cierpliwa. Słucha i stale zadaje pytania, stale chce wiedzieć więcej o ludziach, ich czasach, ich miejscach. Tak utrwala i wykrada zapomnieniu. Tak wykradła Marię Wisnowską, świat Isaaca Bashevisa Sinegra, no i Irenę Krzywicką.”

(Remigiusz Grzela, Kultura, Paryż 1999/7-8)

 

Agata Tuszyńska - Singer. Pejzaże pamięci.SINGER. PEJZAŻE PAMIĘCI

“Odbierając nagrodę im. Ksawerego Pruszyńskiego, przyznawaną przez polski PEN Club za wyróżniającą się twórczość reportersko-eseistyczną Agata Tuszyńska dziękowała nieżyjącemu profesorowi Zbigniewowi Raszewskiemu, który swojej studentce i doktorantce nakazywał dbać o szczegóły, o dokładne realia czasu i miejsca, o kształt, barwę i konsystencję tego, co zamierza opisać. Dziękowała również Jerzemu Giedroycowi, który powierzając jej redakcyjne zadania i wysyłając w odległe niekiedy strony (na przykład na Syberię), nauczył nie bać się niczego i w pisaniu i w życiu. Pod kierunkiem takich patronów kształtował się warsztat młodej pisarki w dziedzinie, którą zwykło się u nas nazywać literaturą faktu. Ale dochodzi do tego jeszcze jedna godna uwagi okoliczność – że Agata Tuszyńska jest poetką. Jest nią zarówno w potocznym znaczeniu – a więc kimś, kto pisuje wiersze (całkiem niedawno ukazał się jej  zbiorek pt. Zamieszkałam w ucieczce) – jak szerzej: kimś, w czyjej twórczości, niezależnie od uprawianego gatunku , zasadniczą rolę odgrywa poetycki błysk, olśnienie, kojarzenie zjawisk w sposób nieoczekiwany i zniewalający, pisanie tak, „by słowo dziwiło się słowu”, a wreszcie po prostu słuch, o czym wspomniał Ryszard Kapuściński w przedmowie do książki.

Bohaterem nowej książki jest Isaac Bashevis Singer, ujrzany, jak chcieli mistrzowie Tuszyńskiej, poprzez pieczołowicie potraktowane realia życiorysu, epoki i obydwu ojczyzn pisarza – Polski i Ameryki, a ponadto ujrzany odważnie, czyli na własny rachunek, bez oglądania się na podsuwane z różnych stron opinie, konwenanse, stereotypy. (...) O oryginalności wszakże i szczególnej pozycji Pejzaży pamięci – jakkolwiek atrakcyjny jest ich nurt biograficzny i badający tajemnice twórczości – stanowi inny jeszcze element. Poprzednią swoją książkę Tuszyńska zatytułowała Kilka portretów z Polską w tle. Nasuwa się myśl, że ta nowa mogłaby się nazywać I.B.Singer z Polską w tle – ponieważ równorzędną z pisarzem bohaterką opowieści jest Polska właśnie – ta, w której tkwiły korzenie jego rodziny i jego narodu, której był mieszkańcem przez pierwszą połowę życia, następnie opuścił ją i nigdy nie wrócił do niej fizycznie, ale w której do końca życia umieszczał akcję swoich powieści i opowiadań, której wiejskie krajobrazy i warszawskie ulice po latach pamiętał tak dokładnie, że na podstawie jego opisów można kreślić plany miast i wznosić dekoracje filmowe, Polska, która przyciągała go i odpychała, fascynowała i przerażała, trzymała w uścisku i tkwiła w nim głęboko. Ale nie tylko ta Polska, którą zabrał ze sobą w emigranckim tobołku, również ta, którą pozostawił, w której od pół wieku nie ma ani jego, ani żadnego spadkobiercy jego języka i wiary przodków, tylko jest dziwnie zmitologizowana pamięć, że kiedyś byli, że zginęli, że byli tutejsi i zarazem obcy, darzeni i niedarzeni współczuciem, niechęcią, sympatią, lękiem... – tę Polskę Agata Tuszyńska objechała śladem niegdysiejszych miejsc pobytu rodziny Singerów, spoglądała jej w twarz, zadawała pytania, słuchała zwierzeń, dotykając pejzaży niepamięci przemieniała je w pejzaże pamięci – i w wyniku tej tak ryzykownej psychicznie podróży powstał ów „Singer z Polską w tle”, albo może dokładniej, wizerunek podwójny, żydowskiego pisarza, tułacza, który przechował w sobie Polskę i Polski, która i nie przechowała, i chcąc nie chcąc jakoś jednak przechowała w sobie nieobecnych Żydów; i między tymi ruchomymi obrazami, wibrującymi polifonią głosów żywych i umarłych, powstało osobliwe dramatyczne napięcie, które jest istotą tej książki, jej mądrością, urodą, nerwem i bezwzględnym rygorem. Także zatem – jej poezją, czytając bowiem Pejzaże pamięci, chociaż nie są one, chwała Bogu, pisane „prozą poetycką”, tylko o prostu wyborną prozą, niepodobna przecież przeoczyć, że Tuszyńska jest poetką liryczną, i bodaj nic innego, tylko ta strona jej talentu dała autorce szansę ominięcia niebezpiecznych pułapek, niezmylenia rytmu całości, niesparzenia się w zetknięciu z gorącą i trudną materią, do jakiej odważyła się zbliżyć.”

(Wiktor Woroszylski, Z Polską w tle, Rzeczpospolita 19 kwietnia 1994)

„Agata Tuszyńska, autorka najnowszej biografii Isaaca Bashevisa Sinegra, napisała wspaniałą książkę: jej pisarstwo nie jest pisactwem, zapisywaniem wszystkiego, na co uda się natrafić tropiąc bohatera, bez własnego zdania czy choćby śladu własnej osobowości i rozumu...
Ona szuka nie tylko pisarza, nie tylko świata, który minął, nieprzypadkowo daje w książce portret swojego kraju, i po trosze siebie.
Raz po raz współczesność przenika pejzaże pamięci, a głosy zwykłych obywateli Piasków czy Lubartowa uzupełniają ślady odkrywane cierpliwie w archiwach. Do odkryć archiwalnych autorka ma talent. Do ludzi – z pewnością szczęście. Czegóż więcej trzeba pisarce? Niewiarygodne, jak los, a może raczej Bóg, dba o to, by zawsze pozostał choć jeden, który pamięta. Bardzo często - w Leoncinie, Tomaszowie, Piaskach, Lubartowie okazuje się, że z tysięcy Żydów przedwojennych nie przechował się ani jeden.
Niesamowite, że nawet tam, gdzie z ludzi „nikt się nie przechował”, przetrwał zwykle choć jeden okruch pamięci. W mowie lub na piśmie. Agata Tuszyńska odkrywa czasem przed nami perły pierwszej wody... (...)
To książka pasjonująca, a zarazem gorzka i smutna, choć autorka nie wydaje ocen, a zaledwie zaznacza swoje zdanie przez zestawienia wypowiedzi, przez troskliwie dobierane puenty. Dzięki rozmówcom z małych miasteczek i pożydowskich wsi książka o Singerze , który nigdy po wojnie w Polsce nie był, wiąże go z nią na nowo, a zjadaczy chleba z dzisiejszej polskiej prowincji niespostrzeżenie łączy z singerowskimi bohaterami. Co za sztuka!”

(Aldona Krajewska, Pejzaż z autorką w tle, Gazeta Wyborcza 15 czerwca 1994)

„Specjalnością Agaty Tuszyńskiej są sytuacje powikłane, transgraniczne, powstałe z przemieszczeń i skrzyżowań. Tak ujrzała burzliwe życie Marii Wisnowskiej i jej związek z rosyjskim oficerem. Tak opisała Rosjan w Warszawie i Żydów – zwłaszcza Żydów polskich – w Izraelu. Czyniła to wszystko piórem bardzo giętkim i wrażliwym, a jednocześnie wolnym od czułostkowości, pardon, babskiego, podszytego histerią, rozdygotania. Potrafiła znaleźć formułę syntetyczną dla przestudiowanego dokumentu, wysłuchanej relacji i refleksji własnej na styku literatury pięknej i stosowanej.
Z takim warsztatem, dobrze już ukształtowana, przystąpiła do Isaaca Bashevisa Sinegra. Nie miała to być najwyraźniej ani biografia klasycznego typu, ani tym mniej monografia o życiu i twórczości.(...)
Sądzę, że szło autorce o stworzenie opowieści-przypowieści o jeszcze jednym transgranicznym fenomenie. Singer wessał w siebie cały ogrom dawnej obyczajowej żydowskości (traktując ją zresztą swoiście, to inna sprawa). Zabrał to wszystko ze sobą, kiedy, ocalony przez literaturę, zdążył uniknąć zagłady, przebywając, jak przystało Izraelowi, morze w drodze ku Ziemi Obiecanej, Nowemu Światu, Ameryce. Tamto, pozostawione, przestało istnieć. Książka Tuszyńskiej rozpięta jest na tak bolesnej, że niewysławialnej właściwie antynomii między światem ocalonym i zatraconym, literaturą i życiem.(...)
Ale i jeszcze coś: sprzeciwianie się rozpadowi pamięci. Pamięć jest tytułową współbohaterką. Z jej okruchów zlepia się Singer. Jest to żmudne i precyzyjne układanie mozaiki z ułamków, komponowanych po swojemu. Tutaj autorka jest kreatorką: tworzy Singera na nowo. On sam wprawdzie siebie autobiograficznie opisał, ale teraz widziany jest w tym samym inaczej, pod innymi kątami. Odwracany coraz to innymi krawędziami. Jest to doskonała robota, niezwykle sprawna warsztatowo, mogąca być przedmiotem seminaryjnych analiz. Czułość i dociekliwość łączą się z wiedzą; towarzyszy im delikatna stylizacja, dyskretny modelunek frazy, w którym nie ma nic natrętnego.
Bardzo piękna książka. Prawdę mówiąc, wydaje się znacznie lepsza niż pisarstwo Singera.”

(Andrzej Drawicz, ”Singer”, bodaj nawet lepszy niż Singer, Tygodnik Powszechny 1994/41)

 

KILKA PORTRETÓW Z POLSKĄ W TLE

"Na fali książek, które pojawiły się w okresie obchodów 50 rocznicy wybuchu powstania w Getcie Warszawskim, zbiór reportaży Tuszyñskiej zasługuje na szczególną popularyzację. To świetna lektura."

(Sztandar Młodych 1993 z dnia 1 VI)

"Tuszyńska bezbłędnie pokazała różnorodność postaw Żydów wspominających swe minione dzieje w Polsce. W doskonałych literacko miniaturach odtwarza specyfikę Izraela. Tuszyńska uczyniła pierwszy krok - odtworzyła Polskę żyjącą w pamięci Żydów. Pokazała Izrael, w którym każde tło dnia dzisiejszego jest po trosze polskim tłem."

(Rzeczpospolita 1993 z dnia 12 V)

"Sześć reportaży i cztery wywiady składają się na portret Izraela: Izraela współczesnego, ale widzianego od strony bagażu przeszłości, bagażu pamięci ludzi, którzy ten kraj tworzyli i nadal tworzą. Spore fragmenty tej świetnej książki mogli już poznać czytelnicy TP; teraz rekomenduje ją Ryszard Kapuściński, zwracając uwagę na jej walory literackie, na bogactwo tonów i odcieni mowy "podsłuchanej" przez autorkę."

(Tygodnik Powszechny 1993/24)

"Ostatnio wpadła w moje ręce książka na swój sposób niezwykła: Kilka portretów z Polską w tle Agaty Tuszyńskiej. "Izrael to kraj trudny. Trudny do życia. Trudny do zrozumienia. I trudny do opisania." - pisze Tuszyńska w swym  świetnym reportażu Israel is a real thing. Nie mniej poprzez dobór rozmówców i bezbłędne opanowanie sztuki rozmowy udało się jej wypunktować sprawy najistotniejsze, zarówno w odniesieniu do tragicznie skomplikowanej przeszłości, jaki i do równie zawikłanego i pełnego zagrożeń dnia dzisiejszego. "Tuszyńska przede wszystkim słucha - stwierdza w swym wstępie mistrz gatunku, Ryszard Kapuściński. Tak, słuchanie jest specjalnością Tuszyńskiej. Wydaje się, że ma ona absolutny słuch językowy, potrafi poprzez warstwę leksykalną i składniową swych portretów ukazać portretowanych wyraziściej, niż mogłaby to uczynić za pomocą mnóstwa opisów i komentarzy."

(Antoni Marianowicz, Życie Warszawy 1993 z dnia 26 VII)

"Książkę Agaty Tuszyńskiej rekomenduje czytelnikom Ryszard Kapuściński. Pisze, że jest to zbiór reportaży świetny literacko, zawierający wiele kapitalnych stron. Ale i bez tych pochwał dawkowanych przez autorytet - podczas lektury wraca do nas rzadko używane słowo: talent. Talent, czyli nie tylko umiejętność znajdowania określeń i zwrotów jedynych i niebanalnych, tłumaczących widziane, przekładających je na rytm obrazów, ale talent polegający na złamaniu szyfru cudzej osobowości; czujnym wsłuchiwaniu się w głos człowieczy, mowę kamieni, echa dawno umilkłych kroków. Młoda autorka porusza się w kręgu spraw ostatecznych. Dramaturgię zapewniły im wojny, pogromy, przymusowe emigracje, ideologiczne wybory. Łatwo o martyrologiczny kicz, tandetę melodramatu. Tuszyńska jest protokolarnie rzeczowa. Zdaje się przeczekiwać łzy - te łzy, którymi zwykli spisywać losy swoich bohaterów inni reportażyści. Czeka na chwile, kiedy rytuał bólu, ceremonia żałoby stają się refleksją. (...) Cenię Tuszyńską za odwagę obserwacji i umiejętność zadawania drugiego pytania, po tym pierwszym, zwykle grzecznym i zdawkowym. Dzięki temu mogły powstać tak znakomite karty książki."

(RMG, Polityka 1993/29)

W roku 1993 ukazuje się też tom wierszy Agaty Tuszyńskiej - Zamieszkałam w ucieczce. Wiersze poprzedza wstęp Wiktora Woroszylskiego, który pisze m.in.: "Misja przedstawienia czytelnikom autorki tych wierszy wprawia mnie w zakłopotanie: Agata Tuszyńska nie jest przecież po prostu młodą poetką, która przyniosła do wydawcy swój drugi z kolei tomik - jest pisarką o liczącym się już dorobku, wnikliwą badaczką historii i podróżniczką po zagmatwanych szlakach współczesności. Na jej wybitność - a nie mam wątpliwości, że Agata jest kimś wybitnym - składa się więc również owa wielostronność, bogactwo inspiracji, pomysłów, uprawianych gatunków, a także wyjątkowa wydajność twórcza, nieczęsta w naszym rozleniwionym i pobłażającym własnej niesprawności światku literackim."

Mirosław Ratajczak w recenzji z Kilku portretów (Odra 1993/11):
"Gdyby Agata Tuszyńska zadebiutowała kilka lat wcześniej, niż zdarzyło się to naprawdę (rok 1990), w bardziej "rozrzedzonym" klimacie PRL, kiedy to jednak z większą atencją traktowano literaturę i w ogóle kulturę, kiedy bardziej przejrzysty był rynek wydawniczy i informacja szła widomymi szlakami, byłaby już - ze swoim dorobkiem - wysoko notowaną w życiu literackim osobistością. Dzisiaj krąg jej czytelników jest z pewnością mniejszy, niż mógłby być, a w chaosie recenzenckim nie dość wyraźnie odnajduje się ranga jej twórczości. Co wcale nie znaczy, że jej książki zniknęły w owej sławetnej "czarnej dziurze" (która stała się już utrapieniem każdej dyskusji krytycznoliterackiej), a to świadczy samo za siebie.
Niewątpliwie autorka Rosjan w Warszawie (dwa wydania w latach 1990 i 1992) odniosła sukces; jej nazwisko jest znane czytelnikom najlepszych periodyków kulturalnych, jak paryska Kultura, Zeszyty Literackie, Tygodnik Powszechny, Odra czy Kresy, w których publikowała. Bardzo pochlebne opinie towarzyszyły jej książkom, a wydała ich w niespełna trzy lata - pięć (Wisnowska, I znowu list, Wyznania gorszycielki. Pamiętniki Ireny Krzywickiej, Kilka portretów z Polską w tle). Na druk czekają dwie następne: Pejzaże pamięci. Rzecz o Isaacu Bashevisie Sinegrze i Gwiazdy i gwizdy. Z dziejów publiczności teatralnej w Polsce 1765-1939. Tuszyńska jest historykiem teatru i kultury XIX wieku, eseistką, reporterką i poetką. Tak to przynajmniej można formalnie podzielić, ale jej specyficzny sposób na istnienie w literaturze polega na połączeniu warsztatu i wyczucia historyka z głębokim uwrażliwieniem na współczesność.
W dziesięciu niedługich relacjach Tuszyńska zakodowała imponujący katalog spraw i problemów; jej widzenie jest przenikliwe, ostre w rysunku, bogate w szczegóły, ale i esencjonalne, prowokujące intelekt i wyobraźnię czytelnika do wysiłku, do czujności, by wciąż na nowo, z każdym pojawiającym się faktem, argumentem, wykładnią zajmował stanowisko, ważył ich znaczenie, projektował obraz ogólny na podstawie wyłaniających się raz po raz “fragmentów większej całości”.”

 

Rosjanie w Warszawie - Agata TuszyńskaROSJANIE W WARSZAWIE

"Fascynująca książka oparta na znakomitym pomyśle, napisana zwięźle, interesująco i kompetentnie. Jest to rodzaj leksykonu poświęconego rosyjskim elementom i akcentom w Warszawie sprzed odzyskania niepodległości."

(Dziennik Polski, Nowy Jork 1991)

"Leksykon Agaty Tuszyńskiej ukazujący się jako kolejny tom biblioteki Kultury, należy do tych potrzebnych, rzadkich książek, które poszerzając naszą pamięć zbiorową dają zarazem materiał do refleksji na temat ciągle tych samych zagrożeń."

(Jan Zieliński, Gazeta Wyborcza 1990 z dnia 26 XI)

Recenzentka Życia Warszawy (1991 z dnia 6 II) nazwała Rosjan znakomitym suplementem do Lalki Bolesława Prusa, a recenzent Rzeczpospolitej pisał, że "jest to jedna z najbardziej nietypowych książek, jaka się ostatnio ukazała. Napisana w formie leksykonu rzecz o obecności Rosjan w dziewiętnastowiecznej Warszawie."

(Rzeczpospolita 1991 z dnia 24 I)

W 1992 roku Rosjanie w Warszawie ukazali się w Polsce w rozszerzonym wydaniu. Książka została wzbogacona o 13 nowych haseł i liczne ilustracje z epoki.
Tym razem o edycji krajowej pisał m.in. Tygodnik Powszechny (1993/24): "Jest w tej książce jedna z twarzy Warszawy czasów Bolesława Prusa, której daremnie by szukać na kartach Lalki. Agata Tuszyńska spróbowała odtworzyć tamtą Warszawę. W oparciu o relacje historyków i pamiętnikarzy, stare przewodniki i stare fotografie szkicuje inwentarz rekwizytów, postaci, wątków. Sześćdziesiąt dziewięć haseł od "Apuchtina" po "żandarmów". A do tego sporo ilustracji i wstęp, w którym autorka szerzej pisze o mechanizmach współistnienia dwóch odrębnych światów: polskości i nałożonego na nią rosyjskiego gorsetu. Całość układa się w żywy i zajmujący reportaż hiostoryczny, wart przeczytania nie tylko jako suplement do dziewiętnastowiecznych polskich powieści. "

Również w roku 1992 wydane zostały Wyznania gorszycielki - pamiętniki Ireny Krzywickiej w wyborze i opracowaniu Agaty Tuszyńskiej. Książka ta otrzymała nagrodę Safony ufundowaną przez Twój Styl. Uznana została także za Książkę miesiąca przez Życie Warszawy i Exlibris.

Liczne gazety podkreślały, iż ukazanie się Wyznań gorszycielki było "doniosłym wydarzeniem literackim, istotnym nie tylko dla kształtu współczesnej literatury polskiej, ale ważkim także dla polskiego życia umysłowego." (Twój Styl 1993/4)
Agata Tuszyńska napisała w Twoim Stylu (1993/5), iż ta książka jest owocem kilku lat jej pracy. "Rozmów, nagrań, porządkowania istniejących rękopisów, nadawania kształtu historii bogatego życia Krzywickiej."

W roku 1993 gdańskie wydawnictwo Marabut opublikowało tom reportaży izraelskich Agaty Tuszyńskiej zatytułowany Kilka portretów z Polską w tle. Książkę poprzedza wstęp Ryszarda Kapuścińskiego, który pisze m.in.: "Książka Agaty Tuszyńskiej, świetna literacko, ma wiele kapitalnych stron. Można się z tych stronic wiele dowiedzieć, bo też autorka włożyła ogromny wysiłek, aby Izrael poznać, aby go zrozumieć, dotrzeć do jego tajemnic. Tuszyńska przede wszystkim słucha. Słuch jest tym zmysłem, którym otaczająca ją rzeczywistość najgłębiej i najpełniej przenika do wyobraźni i pamięci autorki. Tuszyńska jest wrażliwa na głosy, słowa, opinie, ale także i na sposób w jaki ludzie mówią, w jaki się wypowiadają. Stąd tyle w tej prozie tonów, tyle brzmień i odcieni! (…)
Z dziesiątków głosów, urywków, zdań i fragmentów autorka tka bogaty i różnorodny obraz postaw, nastrojów, kompleksów i emocji swoich - często anonimowych - rozmówców."

 

Wisnowska - Agata TuszyńskaWISNOWSKA

"Bardzo dobra, poważna, a zarazem na swój sposób sensacyjna biografia warszawskiej aktorki, zastrzelonej w 1890 roku przez oficera rosyjskiego Barteniewa."

(Zwierciadło 1990/38)

"Książka Agaty Tuszyńskiej, stanowiąca precyzyjną rekonstrukcję fragmentów rozbitego lusterka, jest biografią niezwykłą. Nie tylko dlatego, że autorce udało się dotrzeć do dziesiątków nieznanych dotąd dokumentów i przekazów, skompletować wspaniały zestaw zdjęć bohaterki. I nawet nie z tego powodu, że bez długich opisów i natrętnego pouczania, ukazuje nam szczegółowy obraz życia w ówczesnej Warszawie, czyniąc to nie tylko z godną podziwu erudycją, ale i poczuciem humoru. Myślę, że Agacie Tuszyńskiej udało się pojąć tajemnicę Wisnowskiej, odkryć ją, nie burząc zarazem mitu."

(Anna Wdowińska, Dziennik Ludowy 1990 z dnia 7-8 II)

"Niewielu autorom udaje się tak dokładnie przeniknąć psychikę portretowanej postaci jak zdołała to uczynić Agata Tuszyńska."

(Express Wieczorny 1990 z dnia 7 III)

"Książka Agaty Tuszyńskiej jest i cenniejsza i ciekawsza od wszystkiego, co się u nas na temat Wisnowskiej pojawiło."

(Gazeta Wyborcza 1990 z dnia 18 IV)

 

FRAGMENTY RECENZJI TOMIKÓW POEZJI

Wiktor Woroszylski we wstępie do tomiku Zamieszkałam w ucieczce

„Wiersze mają w obszarze rozmaitych prac Agaty Tuszyńskiej swoją autonomię –nie są ani marginesem tej innej twórczości, ani przekładem na odrębny język właściwych jej treści – są istotną rzeczywistością życia autorki, współzależną z innymi rzeczywistościami, sąsiadującą z nimi, ale nie dyktowaną przez nie bezpośrednio, nie stanowiącą ich funkcji, mającą do spełnienia własne zadanie. Można to ująć tak: twórczość niepoetycka – to pełna konfliktów, niebezpieczeństw i odkryć droga od siebie do świata, poezja natomiast – to droga tego samego "ja" do siebie, nie mniej trudna i dramatyczna, ciemna i bolesna, ale z innych powodów, inaczej, wymagająca przeto innych sposobów na jej przebycie, innego ekwipunku, innego światła.
Te reflektory, te narzędzia, tę falę do nadawania poetka otrzymała, jak sądzę, od Siły Wyższej sterującej jej talentem. Konsekwencją takiego procesu twórczego (dawniej nie wstydzono się nazwać go natchnieniem) jest uderzająca nieuniknioność najbardziej nieoczekiwanych sformułowań. Nie jest to, mimo że tworzona przez osobę biegłą w naukach, poezja uczona, tylko poezja mądra. Nie poezja filozofująca, tylko filozofia zawarta w poezji – to duża różnica. Nie opis egzystencji własnej lub uogólnionej egzystencji człowieka – lecz egzystencja sama, zamknięta nieraz w kilku zaledwie słowach krańcowo lakonicznego wiersza. Właśnie to urzeka mnie najbardziej: te wiersze-błyski, wiersze-olśnienia, wiersze, w których na drodze swego samopoznania zatrzymuje się na sekundę i nazywa – co? chwilę, wieczność, uczucie, sytuację pomiędzy ludźmi, wszystko, czego poza poezją nie można nazwać.”

Ksiądz Jan Twardowski we wstępie do tomiku Adresat nieznany

„Jest Pani stale w podróży, z walizami i torbami. Nie tylko nad Sekwaną, nad rzeką Hudson, w samolocie z Berlina, w drodze do Otwocka, na wielu mapach świata. Trudno Panią uchwycić. Znika Pani, kiedy ktoś oddala się o krok.
Najważniejsze jest chyba to, że w tym świecie przeludnionym słowami posługuje się Pani ich garstką. Największą wartością poezji jest prostota i zwięzłość, ale Pani osiąga coś więcej. Obdziera Pani ze skóry słowo, wdziera się do jego wnętrza.
Dziękuję Pani za wiersze, za przypomnienie, że każdy w swojej podróży odchodzi do kresu, za to, że pozostaną po nas nie tylko osierocone bagaże.
Jak to dobrze, że widzi Pani między wierszami zwykłe życie tych, co jedzą poziomki i żurek, łykają proszki od bólu głowy, ścielą łóżko, przypalają mleko, wybierają się w drogę, podziwiają Nike z Samotraki.
Na zakończenie dziękuję, że Pani jest samo swoja.”

Anna Piwkowska o tomikach Na cudzych brzegach i Łęczyca

„Wiersze z ostatnich dwóch tomików są niedługie, często lakoniczne, ale w krótkim błysku opisują konkretną sytuację, docierają do sedna przeżycia. W swoich utworach poetka nazywa to, czego nie można nazwać poza poezją: mijającą właśnie chwilę, uczucie, momenty jednostkowego szczęścia i smutku.
Tomik Na cudzych brzegach jest opisem wspólnoty, bliskości z ludźmi zamieszkującymi inne wyspy i inne brzegi. Większość tych wierszy napisana została w podróży. (...) syndrom wiecznej ucieczki, ciągłej podróży staje się w końcu dla poetki rodzajem uwięzienia. Coraz częściej pojawia się motyw poszukiwania własnego miejsca na ziemi, choćby małego stabilnego skrawka, gdzie można zarzucić kotwicę.
Ale w swoich najnowszych wierszach Agata Tuszyńska poszukuje jednak chyba czegoś więcej niż własnej tożsamości i swojego miejsca na ziemi. Tęskni za czymś, co można by nazwać jej własną ziemią obiecaną. Ta ziemia obiecana jest czymś, co autorka w sobie nosi – jej wewnętrznym niepokojem. (...)
Dwa światy, łęczycki i ten położony na cudzych brzegach, a także własny świat autorki przeplatają się ze sobą i spotykają. Choćby w samolocie, gdzieś ponad ziemią, albo w wierszu Seder o dwóch babkach, jednej dobrze znanej, która – jak pisze Tuszyńska – pokazała mi/jak Bóg się rodzi/ i moc truchleje... i tej drugiej, nieznanej, z getta.
Własną prawdę, która dla autorki przypływa z tych dwóch światów, zamyka Tuszyńska w następujących słowach wiersza: nie znam porządku/ żadnej wiary/odkupienie nie dosięga mnie/w języku niczyich świętych/ani proroków/spod znaku winy//tradycja musi mieć dach/ w drodze/mam tylko niebo. Niebo, jak wynika z poezji Tuszyńskiej, to zbyt mało, aby poczuć się bezpiecznie. Ale chyba nie o bezpieczeństwo chodzi w tej poezji, posługującej się oszczędnym, powściągliwym, prostym i zwięzłym językiem, który trafia w sam środek sensu. A sensem dla Agaty Tuszyńskiej jest ciągłe poszukiwanie, nieustanne stawianie pytań.”

(Anna Piwkowska, Nowe Książki 2001/9)

„Swój los wędrowca, osoby rozdartej między dwie genealogie, dwie tradycje narodowe opowiada w przejmującej poetyce lirycznego reportażu. Tuszyńska pisze swoją „Odyseję” wędrując z Polski do Ameryki i Izraela, wszędzie odkrywając ślady własnych chrześcijańskich i starozakonnych przodków, wszędzie smakując swoją bezdomność: rozstajom przypisana/ze słownikiem hiszpańskim pod pachą/i stadem bezpańskich rzeczowników.”

(Adriana Szymańska, Arkusz 2002/2)

Regina Grol o tomikach Na cudzych brzegach i Łęczyca

„Poezja Agaty Tuszyńskiej to wiersze o subtelnej tematyce i autobiograficznym wydźwięku. Można ją jednak także odczytać jako dokument naszych czasów, gdy zmagania z problemem samookreślenia, z ustaleniem własnej tożsamości i zakotwiczeniem w świecie stają się coraz trudniejsze. (...)
Łęczyca (...) Olśniewająco zwięzły, a jednocześnie głęboki i sugestywny jest ten obraz poholocaustowej pustki. (...) Wielokrotnie przedstawia brzemię pustki, bólu oraz braku zakotwiczenia, które jest też jej udziałem.(...) Łęczyca jest wnikliwym i wzruszającym, osobistym dokumentem poetyckim.
(...) Na cudzych brzegach (...) Podróżując po świecie Tuszyńska ustawicznie szuka siebie. Jej wiersze wyrażają tęsknotę za „własnymi brzegami” w sensie dosłownym i przenośnym. Miejsca, w których poetka przebywa, nie zważając na ich piękno, są dla niej jedynie obszarami emocjonalnego wyobcowania. Uświadamia sobie ich obcość, czy też swoją obcość pośród nich. Tęsknota za odkryciem własnego miejsca na świecie jest w tym tomiku dominująca. Tęsknocie tej towarzyszy jednak świadomość, że to niemożliwe... Obsesyjne szukanie rozwiązania stale kończy się klęską. (...)
Krytyczna, elegancka, ale i głęboka poezja Tuszyńskiej ukazuje, jak skomplikowane może być poszukiwanie własnego miejsca i własnego ja. Wiersze jej odzwierciedlają nieustanne intelektualne i emocjonalne zmaganie poetki z tą problematyką. Wydaje się to motorem napędowym jej poezji. Przez poezję zaś szuka sensu swojego życia.”

(Regina Grol, Midrasz 2002/2)

Wojciech Fułek o tomiku Na cudzych brzegach

„Na cudzych brzegach to kolejny już poetycki notatnik (taki podtytuł nadała zresztą sama swojemu tomikowi), w którym autorka wpisuje swój prywatny los w obraz podróżnika usidlonego w drodze. Literackie i realne życie poetki wydaje się być właśnie taką ciągłą podróżą wgłąb samego siebie, ale i w głąb otaczającego świata. Nawet jeśli miejsce przeznaczenia kolejnej podróży jest precyzyjnie wyznaczone w czasie i przestrzeni, to i tak najważniejszą rzeczą pozostaje nie sam cel, ale wierność drodze. (...)
W tym panoramicznym poetyckim obrazie filmowym w reżyserii Agaty Tuszyńskiej przewijają się i przemijają dworce lotniska porty/przystanki/w ruchomych sekwencjach/pospiesznego oddechu. Wciąż pojawiają się też nowi bohaterowie. Albo bezimienni – to najczęściej pasażerowie/moi bracia i siostry/w drodze albo „upostaciowieni”, choć najczęściej równie zagubieni we współczesności, co autorka. (...)
Po kolejnej wędrówce trzeba jednak odnaleźć, choćby na chwilę, swój dawno zapomniany adres, choć sen o kotwicy rani duszę wędrowca. Czy jest jednak wtedy na pewno dokąd wracać w chwili zwątpienia, w chwili odpoczynku? Znowu wróciłam/w miejsce które/po mnie/ostygło – oznajmia poetka, rozglądając się wokół siebie i spoglądając w lustro swoich wierszy. Dom nie jest już jednak (bo nie może być) spokojną przystanią. Choć wszystko jest przecież wokół dobrze znane i nic się nie zmieniło, to poczucie niepokoju wcale nie mija. Lęk, choć może nie do końca uświadomiony i uzasadniony, narasta: wróciłam bezpieczna/nie na miejsce.
Diagnoza? Poetka jest z całą pewnością nieuleczalnie chora na podróżną nostalgię, w której jak inni/ma bilet/na wyznaczoną trasę/wspólnej konieczności. Trasy te – w przypadku Tuszyńskiej – wyznaczone są przez tematy kolejnych książek, kolejnych rozmówców, kolejnych miejsc, które znów trzeba będzie porzucać, kiedy zostaną już oswojone. Podróżny bilet zwalnia z poczucia winy, ale nie stanowi żadnego lekarstwa na poetycką chorobę. Mieszkam w walizce – skutecznie przekonuje nas autorka, zapominając jednak dodać, iż jest to walizka pełna doskonałych wierszy. Tym lepszych, im bardziej oszczędnych w słowa i poetyckie chwyty.”

(Wojciech Fułek, Topos 2002/1-2)

 

O książkach Tuszyńskiej pisali:

Agacie Tuszyńskiej należą się gratulacje. Pisze z maksymalnym obiektywizmem, wnioski pozostawiając czytelnikom.

Czesław Miłosz o książce Singer.Pejzaże pamięci

Znakomite! Agata Tuszyńska obdarzona jest niezwykłym słuchem na głosy swoich rozmówców.

Ryszard Kapuściński o książce Singer.Pejzaże pamięci

Książka wzruszająca, która przywraca do życia umarły świat.

The New York Times o książce Lost Landscapes

Powstała książka bardzo ważna, książka wybitna.

Rzeczypospolita o książce Długie życie gorszycielki


Francuskie:Agata Tuszynska montre qu’il est temps de parler pour ceux qui longtemps ressentaient la honte d’avoir survecu, et s’effrayaient de ne pouvoir etre credibles dans la transmission de la verite. Son livre est boulversant et temoigne de la generosite de son ecoute et de sa parfaite independance d’esprit (Bulletin Critique de Livre Francais).

Edgar Reichmann, Le Monde (8 Juin 2001)
L'ecriture guerit-elle vraiment les vieilles blessures? C'est la quetsion quise pose apres la lecture du receuil. Apres la polemique provoquee en Pologne par la sortie aux Etaz Unis du temoignage de Jan Gros au sujet du pogrome perpetre par les Polonais a Jedwabne, en juillet 1941, lors d'invasion allemande en URSS, at apres l'article a"Adam Michnik s'y referant, le livre de Mme Tuszynska prouve qu'apres Allemagne et la France, la Pologne commence elle aussi a regarder son passe en face.

Dix petits reportages d’une extreme finesse dus a une Polonaise, entree an literature par la poesie. Dix prodigieuses aventures humaines captees, pour l’essentiel, en Israel, qui nous restituent le tendre et douloureux passe des Juifes de Pologne. Rencontres fortuies, propos saisis au vol, dont la richesse de ton retient d’emblee l’attention. (...) Ces seules pages suffiraient a la gloire d’Agata Tuszynska (Dimanche Ouest France)

Voila donc un concert de voix et de temoignages sur ce monde disparu, mais aussi sur la societe israelienne du debut des annees 1990. Un concert cacophonique, souvent brutal, a la mesure de la violence des evenements, et dont la force tient, entre outres, a la place centrale qu’y occupe l’auteur. Agata Tuszynska ne se contente pas de recueillir des propos, elle s’efforce, comme Polonaise, d’y trouver sa place. Ce n’est pas simple. (Tribune Juive).

Ses descriptions, ses portraits, ses entretiens son tres attachants, parfois meme boulversants. (La Croix 22 mars 2001)

L’ouvrage d’Agata Tuszynska traite d’autres sujets realtifs a la situation des juifs de la diaspora et en Israel dans les reportages, entretiens, temoignages, reflexions qui font honneur a son talent et a son objectivite. (La Quinzaine littearire, 16-28 Fevrier 2001)

   
 
(c) Wydawnictwo Literackie 2008 projekt i wykonanie: YELLOWTEAM.PL